Komentarz: nadużycia seksualne księży - przestępstwo to przestępstwo

Dobrze, że Kościół zlecił przygotowanie raportu na temat nadużyć seksualnych. To jednak za mało. Teraz musi wyciągnąć z niego konsekwencje. KOMENTARZ
Christoph Strack
Christoph Strack

Spora część przedstawionych liczb dotyczy wprawdzie przeszłości, ale i tak bilans raportu, którego streszczenie wyciekło do prasy, jest wstrząsający. Cztery procent pełniących posługę duszpasterską księży w Niemczech było lub jest sprawcami. W grę mogą wchodzić dziesiątki tysięcy pojedynczych czynów. To więcej niż przygnębiające - tym bardziej, że zlecone przez niemieckich biskupów badanie dotyczy tylko kleru diecezjalnego. Ujawnione liczby nie obejmują zakonników, a to właśnie zakony w wielu miejscowościach prowadzą szkoły i pracują z dziećmi i młodzieżą.

Niemcy znani są z solidności. Dlatego właśnie niemieccy biskupi w 2014 r. zdecydowali się na naukowe przebadanie archiwów. Jest w tym jednak pewne "ale". W tym rozliczeniu nie wzięli udział żadni przedstawiciele władz państwowych. Natomiast w Stanach Zjednoczonych coraz częściej wyjaśnieniem nadużyć seksualnych w Kościele zajmują się prokuratorzy i policyjni śledczy. Wygląda na to, że Kościół w USA czekają kolejne wstrząsy, które dosięgną także szczyty tamtejszej kościelnej hierarchii.  

alt - bitte stattdessen 43309813 verwenden

Autor komentarza Christoph Strack jest katolickim teologiem i szefem redakcji religijnej DW

Skoro Kościół w Niemczech zdecydował się nie udostępniać akt organom państwowym, to co będzie, gdy będziemy świadkami ujawniania kolejnych spraw na drodze roszczeń odszkodowawczych ofiar? Gdy wyjdzie na jaw, że rozpowszechnianą praktyką było przenoszenie sprawców i nieinformowanie w nowym miejscu o ich pedofilskich skłonnościach? I że w większości przypadków nie doszło do żadnych kościelnych kar, nie wspominając już o świeckim kodeksie karnym?

"Zero tolerancji" to "zero tolerancji"

Debata na temat nadużyć oraz struktur, personelu i modelu sprawowania władzy w Kościele musi być kontynuowana – także i szczególnie po opublikowaniu tego raportu. Sam w sobie stanowi on krok naprzód. Ale Kościół musi zachowywać się uczciwie. A warunkiem tego jest to, że strategia "zero tolerancji", o której mówią biskupi i sam papież Franciszek, będzie realizowana także w praktyce. To może być trudne dla biskupów, ponieważ każdy z nich zna zapewne jakiegoś sprawcę. Ale "zero tolerancji" oznacza "zero tolerancji", w przeciwnym razie Kościół po raz drugi zdradzi ofiary i samego siebie.

To, że ujawnienie informacji na temat raportu zbiega się w czasie z komunikatem Watykanu, że papież Franciszek zwołał na luty posiedzenie przewodniczących episkopatów z całego świata jest przypadkiem, ale ukazuje globalny wymiar tej sprawy. Nie łudźmy się. Do nadużyć dochodziło i dochodzi nie tylko w Kościele w USA czy Niemczech, ale także i w Polsce, we Włoszech, w Afryce czy w Azji. Wszystko inne to tylko myślenie życzeniowe. Jest jasne, że nadużycia te zagrażają misji całego Kościoła katolickiego.

Powstaje pytanie o konieczność zmian w Kościele. Być może w dalszej czy krótszej perspektywie czas opartego na męskiej dominacji Kościoła klerykalnego przeminął. Wielu wiernych być może będzie się temu przeciwstawiać z lęku przed zmianami. Ale czy Kościół bez takich fundamentalnych zmian będzie w stanie odzyskać jeszcze zaufanie?