SZ: Niemcy wzorowymi Europejczykami? To mit

Niemcy uważają się za wzorowych Europejczyków, którzy płacą za wszystko w UE i są rozczarowani, gdy inni – jak w kryzysie migracyjnym - nie postępują tak, jak oni. To mity - pisze korespondent „SZ” Daniel Broessler.

Długoletni korespondent „Sueddeutsche Zeitung” w Brukseli polemizuje w sobotnim wydaniu gazety z rozpowszechnioną w Niemczech opinią, że to Niemcy finansują „niewdzięczną i niesolidarną Unię Europejską”.

Niemcy są największą gospodarką w UE i rzeczywiście żaden inny kraj nie wpłaca więcej do unijnej kasy niż oni – przyznaje Broessler. W 2016 roku Niemcy wpłaciły do unijnego budżetu 11 mld euro więcej niż z niego dostały. W przeliczeniu na głowę mieszkańca najwięcej płacą jednak Francuzi – 138 euro, a Niemcy z kwotą 134 euro są dopiero na trzecim miejscu za Belgią – zaznacza niemiecki dziennikarz. 

Broessler przypomina, że Niemcy są największym eksporterem towarów i tym samym „największym beneficjentem otwartych granic i rynków zbytu w Europie”. „Czyż wieczne skargi na to, że jest się płatnikiem netto, nie są w związku z tym lekką przesadą?” – pyta dziennikarz. 

Autor zauważa, że w UE chodzi nie tylko o pieniądze. „Skomplikowany twór, jakim jest Unia, może dobrze funkcjonować tylko wtedy, gdy wszyscy przestrzegają zasad” - tłumaczy. Jak podkreśla, niemiecka opinia publiczna stale oburza się, że inni nie stosują się do przyjętych reguł.

Niemcy też łamią unijne prawo

Komisja Europejska co miesiąc publikuje listę przypadków łamania reguł i wdrożonych przeciwko członkom Wspólnoty postępowań o naruszenie traktatów. „Postępowania przeciwko Niemcom wcale nie są rzadkością” – pisze Broessler. Jak zaznacza, pod koniec 2017 roku przeciwko Niemcom toczyły się 74 postępowania. Tylko Grecja, Belgia, Portugalia i Hiszpania naruszały częściej unijne prawo. Mistrzem w jego przestrzeganiu jest natomiast Wielka Brytania, przeciwko której toczyło się tylko 49 postępowań.

Broessler zwraca uwagę, że art. 3 traktatów z Lizbony mówi o tym, że UE „wspiera gospodarczą, socjalną i terytorialną spójność i solidarność między krajami”.  Fundusze płynące do krajów Europy Wschodniej służą spełnieniu tej obietnicy. Jego zdaniem można mówić o sukcesie tej polityki: gospodarka w Pradze, Warszawie, Budapeszcie i Bratysławie kwitnie. „Polacy, Czesi, Węgrzy i Słowacy biorą każde możliwe euro, ale ani jednego uchodźcy” – zauważa krytycznie przy tej okazji autor. 

Nord Stream narusza solidarność

A jak jest z nakazem solidarności? – pyta Broessler, dodając, że Niemcy czują się porzuceni i narzekają na brak solidarności. Przed laty w UE stworzona została Unia Energetyczna. Uzgodniono wówczas, że decyzje w sprawie polityki energetycznej będą podejmowane w duchu solidarności. Jako cel wyznaczono sobie ograniczenie zależności od poszczególnych dostawców. A to oznacza także mniejszą zależność od rosyjskiego gazu – czytamy w „SZ”.

Dlatego - pisze Broessler - budowa Nord Stream2 przez Bałtyk uważana jest przez wiele krajów UE za zagrożenie ich interesów. Wschodnioeuropejskie kraje UE ostrzegają, że rosyjski gaz jest także „instrumentem politycznej presji”. Niemiecki rząd odrzuca krytykę twierdząc, że jest to projekt czysto gospodarczy. Wschodni Europejczycy są oburzeni niemiecko-rosyjskim porozumieniem ich kosztem i czują się porzuceni – tłumaczy Broessler.

Niemcy dbają o swoje interesy

„Niemcy są dużym, potężnym, lecz normalnym krajem, który realizuje swoje interesy, czasami kosztem innych. UE nie pójdzie z tego powodu na dno. Problemem Unii są natomiast mity. Mit brytyjski, że Wielka Brytania wstąpiła do luźnego sojuszu gospodarczego, a obudziła się w europejskim superpaństwie. Mit krajów z Południa Europy, że powodem kryzysu są Niemcy, a nie ich własne elity. No i oczywiście mit Viktora Orbana, że UE jest agencją masowej migracji” – czytamy w „SZ”. 

Niemcy pielęgnują swój własny mit wzorowego kraju UE, kraju pełnego wzorowych Europejczyków, chociaż z sondaży wynika, że tylko połowa mieszkańców Niemiec uważa Unię za dobry pomysł – pisze w konkluzji Daniel Broessler.